ja pamiętam
Czytałam: Ktoś z Leśników w wywiadzie
powiedział, że o kryjówce dwóch Żydów
w naszym lesie, dokładniej w lesie
niegdyś moich pradziadków, dziś
moim, nikt nie wiedział. Powiedział
to nie wiedząc - co również powiedział -
jak długo Żydzi ci w tej jamie “mieszkali”.
Może: Żydzi, albo ludzie, którzy żyć chcieli.
Czy on sam, jak i inni, jego zeznania
pieczęciami potwierdzając, stan rzeczy
nie w zbytnim uproszczeniu wyrazili?
Obraz powstaje taki: W czasie, kiedy ghetto
istnieć przestało, dwóch Żydów uciekło po
prostu i w obcym, nieznanym im lesie, kryjówkę
sobie urządziło, co więcej, jamę w ziemi
wykopało. - Czy łatwo w to uwierzyć? Czy kopali
rękami? Czy tak bezpiecznie było? Skąd wiedział, że
nikt im nie pomógł, że jamy na ziemi sąsiada nie
było? Pamiętam z zeznania słowa: “Naprawdę nikt
nie wiedział”. Naprawdę? Człowiek ten raczej
jedynie, jak się zdaje, uzupełnił to, o czym
trochę wiedział, myślami, i utożsamił myśli te ze
stanem rzeczy, z tym, jak było, a myślenie
z wiedzą. Czy mógł naprawdę wiedzieć, co
ten lub inny sąsiad rzeczywiście wiedział? Czy
możliwość, że ktoś o kryjówce wiedział, lecz
nikomu tego nie powiedział, Leśniki
²⁰²⁶ przed
pamiętam czytałam że świadkowie z Leśników bezimienni trzej oświadczyli że w Leśnikach o rozstrzelaniu nikt nic nie mówił poza jednym dziadkiem nikt najwyrażniej nie pomyślal że może ten który dwóch Żydów ukrył milczał w lęku także przed tymi którzy mu w czasach bezpieczeństwa milczenie zarzucili cała wieś po wojnie żyła w lęku jak wielu innych każdy się bał nikt nic nie mówił powiedziała do mnie żona sąsiada która pewnego dnia jeden z domów w Leśnikach swoją siłą wzmocnić postanowiła sąd nikt nic nie mówił w odniesieniu do rozstrzelania jawi się nazbyt szybkim i nieco uproszczonym nie można bowiem wykluczyć że w poszczególnych domach w kuchni czasami wieczorem przy piecu bo wówczas piece były wydarzenie wspominano lecz przedtem drzwi wejściowe do domu szczelnie zamykano ponadto sądowi nikt nie wspominał rozstrzelanie zostało zapomniane wydaje się brakować wrażliwości i ostrożności rozstrzelanie takie jest raną która sama z siebie zapomnieć się nie pozwoli trudno mi winić stryja czy winą było lub jest że dwóch Żydów od śmierci ukrywał że milczal że jeden raz jedynie z trudem słowa o rzeczy powiedział rozumiem dlaczego czuję ciężar milczenia noszę na sobie piętno ocalałych nie pojmuję strzałów pamiętam chwilę kiedy z jednej z płyt stryja tylko co pieśń rozbrzmiewała on słowa Tak jak malował Pan Chagall patrząc mnie cicho powiedział może dziesięć lat w tamym czasie miałam ta chwila nie przeminęła pamiętam jakby uszedł duchem za laski i pola tam gdzie wówczas się znajdowała i do dziś sìę znajduje Suchowola dziś wspominając te słowa i miejsce na którym jego czterech słów wysłuchałam widzę chcąc nie chcąc Suchowolę tak ja ją w onej chwili widziałam ja mówię mówię o rozstrzelaniu słowo po słowie ja mówię o tym w narzeczu ojczystym ja mówię o bezdennej ranie o tym że moja siostra odeszła że na polu w jednym z mnóstwa żydowskich snów moich wraz z jej śmiercią tańczyły żydowskie litery a w ciało moje wdarł się na sampierw alef kagańca-maulkorb już nie ma kiedy piszę znów chwyta kiedy co napisałam próbuję w głos czytać Mariolu siostro moja twoje imię wciąż krwawi czy śpiewasz je w zaświatach głosem o którym przed śmiercią do Dorotki przyjaciółki twojej najlepszej pisałaś była na twoim pogrzebie pamiętam jak z tłumoczkiem z pojazdu wysiadała wkrótce potem widniało listy twoje spaliła w tamtym czasie w Paryżu język francuski zgłębiała i popiół ich przy mogile Fryderyka Chopina ukryła a ja choć urzędowo nieznanej w chwili kiedy odeszłaś jak już wówczas myślałam moje opowiadanie Auf der Wiese weideten Schafe napisałam zostało mi one jednak w walkach o jedno ze słów odebrane pierwsze słowa które Koffi przy spotkaniu z Dorotką powiedział so viel Mut brzmiały nawet się z okna nie rzuciła ostatnie przetłumaczyłam czy ta odwaga moim udziałem się stała kiedy w mieście tam gdzie odeszłaś i któremu Marc Chagall z urodzenia nasz sąsiad prawie dla pojednania swoje witraże podarował dla jednego z kościołów w owym ratuszu miejskim słowa nic więcej rozumieć nie będę powiedziałam i słowa jednego z nazwy tobie poświęconej na bezprawne żądanie nie usunęłam ulga w przeponie serce boli tu koniec pieśni stryja w owym mieście jednak rozbrzmieć nie pozwolono
rozstrzelaniem, chcąc nie narażać rodziny
na “prawomocną” karę, i wiele dziesięcioleci
potem skałę milczenia dźwigał, obawę
przed sąsiadami, przed bliską rodziną,
nie stała się częścią myślenia
tych biednych ludzi?
²⁰²⁶